|
Wspomnienie z warsztatów terapeutycznych
Miałam okazję pobyć w świecie ludzi, którzy nie słyszą! Umożliwili mi to wspaniali ludzie: pani Bogumiła Kłunejko i pan Jerzy Kałużny z Polskiego Związku Głuchych w Szczecinie. Propozycję przyjęłam z entuzjazmem, bo lubię nowe wyzwania! Nie ukrywam, że bałam się tego spotkania, choć uważam się za terapeutę z dużym doświadczeniem, ale nie to jest ważne jak się później okazało! Ważny jest stosunek do człowieka, empatia i wrażliwość.
Dość długo zastanawiałam się nad programem warsztatów, aż w końcu zdecydowałam, że będzie on miał charakter rozwijający, relaksujący, a także uczący sposobów radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Za namową pani Bogusi podjęłam próbę nauki języka migowego, korzystając z kasety video. Moja nauka trwała zaledwie 2 dni, a zależało mi na tym, żeby w ogóle „coś" pokazać. Nauczyłam się migać swoje imię. To, co najbardziej mnie rozbawiło, to fakt, iż bardzo skrupulatnie uczyłam się zwrotu: „nie umiem migać".
Już podczas spotkania z panem Jerzym Kałużnym, kiedy to w biegu korygował moje niezgrabne wymachiwanie rękami, poczułam ciepło i akceptację. Uczestnicy warsztatu terapeutycznego
okazali się być miłymi, otwartymi na nowe doświadczenia ludźmi. To, co mnie w nich urzekło, to wszechobecny uśmiech na ich twarzach i ogromna ciekawość. Przyznam, że nie spodziewałam się tylu chętnych do wspólnej pracy w poznawaniu siebie! Trudna to praca zważywszy na brak umiejętności posługiwania się przeze mnie językiem migowym. Pan Jerzy był moim „głosem" i ich „mową", dzięki czemu porozumienie stało się możliwe. Czułam bezradność, gdy w pobliżu nie było pana Jerzego, ale starałam się wyrażać bez słów moją sympatię do uczestników naszej grupy poprzez uśmiech, obecność i uwagę.
Czasami powiemy zbyt dużo, zbyt głośno i takim tonem, który może ranić! W tej naszej grupie nic takiego nie miało miejsca. Byłam pełna
podziwu dla ich spontaniczności, serdeczności i zaangażowania. Zaskakiwali mnie chęcią dzielenia się swoimi odkryciami. Coraz bardziej miałam poczucie, że jesteśmy jedną wielką Rodziną. Działo się to również za sprawą organizatorów, którzy przez czas trwania warsztatów dbali, aby niczego nikomu nie brakowało. Pani Bogusia była zawsze, gdy jej potrzebowaliśmy. Czasami zazdrościłam tej dziecięcej beztroski uczestnikom naszej grupy. Dzięki tym warsztatom powolutku, na paluszkach, ostrożnie i nieśmiało przenikałam do świata ciszy! Jestem wdzięczna i pod wielkim wrażeniem! Pozdrawiam całą moją Grupę, z którą miałam zaszczyt się spotkać w
Pobierowie. Mam nadzieję do zobaczenia!
Małgorzata Dobczyńska
9.10.2006 |