|
Studenci dla niesłyszących
Od pomysłu do imprezy
ŁĄCZNIE nauki z pracą na rzecz
„Potrzebujących” - tak najkrócej określić można współpracę Domu Pobytu
Dziennego dla Niesłyszących w Szczecinie Dąbiu ze studentami V roku
Pedagogiki Społecznej i Resocjalizacyjnej Uniwersytetu Szczecińskiego.
Z usług placówki przy ul. Anieli
Krzywoń korzystają głównie ludzie starsi z wadą słuchu lub niesłyszący. -
Oficjalnie należy do nas 26 osób - opowiada Ewelina Rewcio, kierownik
placówki. - Dom otwarty jest od poniedziałku do piątku i nasi podopieczni
przychodzą, kiedy chcą - czasem codziennie, czasem raz w tygodniu. Mogą u
nas zjeść ciepły posiłek czy wziąć kąpiel i często z tej okazji korzystają.
Najwięcej czasu w Domu Pobytu Dziennego zajmuje niesłyszącym praca
artystyczna. Placówka przystrojona jest ich własnoręcznymi dziełami. Są więc
obrazy, obrusy, rzeźby, poduszki... - Niesłyszący chętnie się uczą -mówi
Ewelina Rewcio. - Przychodzą tutaj niepewni swych sił, a po kilku miesiącach
wyczarowują prawdziwe cudeńka. Duża w tym zasługa artystów, którzy prowadzą
z nimi zajęcia.
|

Na
przygotowanej przez studentów wigilii stoły uginały się od
pyszności.
|
Od zeszłego roku nie tylko artyści
pomagają podopiecznym placówki z Dąbia - wszelkie święta starają się im
umilić również studenci z Instytutu Pedagogiki. - Poprzeczka jest postawiona
wysoko - śmieje się dr Aleksandra Sander, opiekunka młodych pedagogów. - W
ramach zajęć studenci mają obowiązek napisania projektu. Tutaj tworzą nie
tylko projekt -tworzą całą imprezę, dzieląc między siebie wszystkie
niezbędne czynności. W ten sposób każdy student jest odpowiedzialny za
określony kawałek całości - od zakupów do roli wodzireja zabawy.
Na studentach spoczywa duża
odpowiedzialność: muszą przekonać sponsorów do partycypowania w
organizowanych przez siebie uroczystościach, przygotować posiłki, konkursy,
prezenty dla uczestników, zagospodarować ich czas, tak aby długo mieli co
wspominać. Muszą zatem zadbać o aktywizację środowiska lokalnego na rzecz
podopiecznych placówki oraz sami sprawdzają się jako animatorzy zmian o
społecznym charakterze.
- To wcale nie jest takie proste, jak
mogłoby się wydawać - wyjaśnia A Sander. - Nie każdy potrafi chodzić po
firmach i sklepach i namawiać do sprezentowania niesłyszącym żywności czy
drobiazgów na prezenty. A studenci radzą sobie śpiewająco. Żywność, którą
przynoszą na imprezy, starcza na długie tygodnie. Przygotowują potrawy,
muzykę, rozrywki, rozliczają faktury. Uczą się nawet języka migowego, aby
lepiej porozumiewać się z niesłyszącymi.
W dąbskiej placówce, dzięki współpracy
z pedagogami, udało się to, o co warto walczyć - połączenie uniwersyteckiej
teorii z praktyką. Jak dotąd, wszyscy są z takiego obrotu sprawy zadowoleni.
Oby ten stan rzeczy trwał jak najdłużej.
Katarzyna STRÓŻYK
31.05.2006
|