Niesłyszące kasjerki w markecie

 

Klientów zaczną obsługiwać za kilka tygodni. W tej chwili przechodzą szkolenie. Trochę się boją reakcji słyszących, ale wierzą, że wszystko pójdzie dobrze. 

Katarzyna Lewandowska, ładna 24-latka pierwszy raz w życiu idzie do pracy. 42-letnia Beata Kragiel z Gryfina przed laty na krótko miała posadę, później wychowywała dzieci. Obie są w grupie dziesięciu członków szczecińskiego oddziału Polskiego Związku Głuchych przygotowanych do pracy kasjera w hipermarkecie. Będą pracować w Carrefourze przy ul. Mieszka I.

- Już nie mogę się doczekać - mówi Beata Kragiel. - Poukładałam sobie wszystko tak, żebym mogła dojeżdżać.

Pani Beata sama wychowuje dwójkę dzieci. Niepełnosprawną córkę będzie musiała na ósmą zaprowadzić do warsztatu terapii zajęciowej. Później wsiądzie w autobus, by na dziesiątą dojechać do sklepu. Po pracy dziecko odbierze były mąż. Gdyby więc w pracy wyszło coś nagłego, nie będzie się martwić.

- Cieszę się i boję - mówi pani Beata. - Co będzie, jak nie zauważę, że kasa nie nabije towaru? Przecież nie usłyszę piknięcia. Co, gdy pomylę się i będę musiała dopłacać?

Pani Kasia, wiecznie uśmiechnięta blondynka, nie ma jeszcze rodziny. Mieszka z rodzicami.

- Siedziałam w domu, bo nie było pracy, teraz w końcu będę musiała wstawać, ubrać się, dbać o siebie i wyjdę do ludzi - tłumaczy. - Będę w końcu na siebie zarabiać. Ale boję się trochę reakcji słyszących i tego, czy sobie poradzę.

Jedna z opiekunek grupy, Irena Krówka z Polskiego Związku Głuchych tłumaczy, że to Carrefour wystąpił z propozycją, a związek przyjął to z radością.

- Jeszcze do niedawna nie było ofert dla naszych członków, a przynajmniej nie tak dobre - mówi. - Teraz, gdy wiele osób wyjechało za granicę, coraz częściej pojawiają się firmy zainteresowane zatrudnianiem osób niedosłyszących. Oferta Carrefoura jest świetna, bo proponuje takie same zasady, jak pracownikom w pełni sprawnym.

Irena Krówka opowiada, że szefowie supermarketu już od listopada spotykali się z grupą przyszłych kasjerów. Rozmawiali o warunkach pracy. Głusi pytali o sprawy, które ich najbardziej nurtowały, szczególnie, jak poradzić sobie w kłopotliwych sytuacjach.

Zostali uspokojeni. Nad kasą zawisną specjalne tabliczki z informacją, że w tym miejscu obsługuje osoba niedosłysząca. W razie kłopotów kasjerka naciśnie specjalny przycisk i podejdzie osoba słysząca, odpowiedzialna za kasy, która wyjaśni sprawę. Nie przegapią, gdy kasa nie nabije towaru, bo choć nie usłyszą, że "nie piknęło", to zobaczą to na monitorze.

Grupa przeszła już pierwsze szkolenia w sklepie.

- Nie chcieli zaczynać pracy przed świętami, bo bali się wchodzić od razu na tak głęboką wodę. Przecież w tym okresie jest masa klientów - mówi pani Irena.

Monika Czekaj, dyrektor hipermarketu Carrefour przy ul. Mieszka I, tłumaczy, że niedosłyszący kasjerzy sprawdzili się już w sklepach sieci w Warszawie i Łodzi. - Pracują nawet lepiej niż inni, bo są ostrożniejsi i choć nie słyszą, mają wyostrzone inne zmysły dotyk, wzrok - mówi dyrektorka. - Oczywiście tak jak oni ja też mam obawy, bo to dla mnie nowa sytuacja. Będziemy prekursorami w Szczecinie. Ale myślę, że będzie dobrze. Doświadczenia łódzkie i warszawskie pokazują, że klienci spokojniej odbierają takich kasjerów.

Pani Beata i pani Kasia tłumaczą, że potrafią czytać z ust. - Jeśli klient będzie mówił i patrzył na nas, a nie w bok, to go zrozumiemy - twierdzą.

Kiedy rozmawiamy, próbujemy to przećwiczyć bez migania. Biorę talerzyk i patrząc na panie pytam: - Ile to kosztuje?

- 5 zł - odpowiadają ze śmiechem.

- Wystarczy na nas patrzeć i mówić nie za szybko, ale też nie przesadnie wolno. Poradzimy sobie - tłumaczy pani Beata. - A w razie problemów naciśniemy guzik i przyjdzie pomoc.

Monika Czekaj twierdzi, że niesłyszący kasjerzy w szczecińskim hipermarkecie pojawią się prawdopodobnie już od lutego.

 Monika Adamowska

15.01.2007