|

Kolorowe domki na Bornholmie |
Szczecinianie
na wyspie Bornholm
Każdy wie, że internet jest jednym z największych
dobrodziejstw dla osób nieslyszących. Właśnie w internecie wyczytaliśmy, że
o niecałe 5 godzin rejsu promem od Kołobrzegu znajduje się niewielka,
licząca zaledwie 600 kilometrów kwadratowych powierzchni, wyspa Bornholm.
Jak głosi legenda, „Gdy Bóg zakończył stwarzanie Skandynawii, zostało mu
trochę z wszystkich pięknych rzeczy Północy. Wrzucił je do Bałtyku i tu
powstał Bornholm". Chcieliśmy sprawdzić, na ile ta legenda jest prawdziwa.
Najpierw opracowaliśmy wniosek na dofinansowanie z
MOPR i oczekiwaliśmy z niepokojem na decyzje. Hurra! Otrzymaliśmy
dofinansowanie - a zatem jedziemy. Nie trzeba było nikogo namawiać. Grupa
40-osobowa utworzyła się bardzo szybko i 18 sierpnia 2006 r. pięknym
autokarem z „Globtouru" wyjechaliśmy na spotkanie z legendą. Ponieważ rejs
na Bornholm rozpoczyna się już o 5.30, ze Szczecina musielibyśmy wyjechać w
nocy, a przecież dla niesłyszących dotarcie do miejsca zbiórki o tej porze
byłoby niebezpieczne, dlatego pierwszym etapem podróży był Kołobrzeg z
Ośrodkiem „Podczele", gdzie zatrzymaliśmy się na nocleg, skąd do portu było
już blisko. Odprawa przebiegała sprawnie. Katamaran,
|

Spacer po miasteczku Gudhjem |
którym przyszło nam płynąć, na wyspę prezentował się
okazale. Efektowne wyposażenie, rezerwacja miejsc dla naszej grupy i podane
nam śniadanie budziło w nas poczucie dumy - dowartościowało, nie byliśmy na
statku sami, inni pasażerowie obserwowali nas, a my szczęśliwi,
wypatrywaliśmy, „gdzie są brzegi morza" niestety na próżno. Pogoda była
piękna, słoneczna, obserwowaliśmy loty nadmorskich ptaków, podziwialiśmy
odwagę rybaków wyciągających sieci -zastanawialiśmy się, skąd mają odwagę
pracować na pełnym morzu na tak małych kutrach. My płynęliśmy dużym
statkiem, a i tak niektórzy z nas poznali „chorobę morską". Już podczas
wpływania do portu w Nexo, drugiego pod względem wielkości miasta Bornholmu,
rozświetliły się nam oczy na widok kolorowych domków z czerwonymi dachami.
Przywitała nas przewodniczka pani Ania. Rozpoczęliśmy zwiedzanie wyspy.
Piękny to skrawek ziemi, zaledwie 100 km na północ od wybrzeża Polski, a
jakże inny. Jechaliśmy wzdłuż wybrzeża i podziwialiśmy: Balka - piękne
nadmorskie plaże, Akirkeby, las Almidingen, ruiny zamku Hammershus, Sandvig
i Allinge - bliźniacze miasta z urokliwym portem w Allinge, Gudhjem -
bajeczne miasteczko usytuowane u podnóża góry Bokul, Osterlars Kirke -
największy z 4 okrągłych kościołów. Asia bez przerwy migała, bo
przewodniczka mówiła dużo i ciekawie, kręciliśmy głowami na prawo i lewo -
nie chcieliśmy niczego przeoczyć, bo wszystko było takie inne, niż widzimy
na co dzień. Poznaliśmy też obyczaje tutejszych mieszkańców, np. dlaczego w
oknach domków nie ma zasłon, firanek (co dla nas jest zdziwieniem). Otóż
dawniej w większości mężczyźni wyspy zajmowali się rybołówstwem, żony po-
zostawały w domu, kiedy zbliżał się wieczór zapalały w oknach świece, by
mężowie wiedzieli, że domownicy na ich wyczekują. Zwyczaj ten się zachował i
mogliśmy zobaczyć w oknach przeróżne świeczniki. Również dowiedzieliśmy się,
czemu budynki zawdzięczają czerwony kolor, dawniej do zaprawy murarskiej
dodawano byczej krwi im więcej było krwi, tym bardziej czerwone stawały się
ściany, co świadczyło, że gospodarz był bogaty i mógł więcej byków
uśmiercić, by zdobyć krew. Czerwony kolor ścian stosuje się nadal, ale teraz
po prostu kupuje się czerwoną farbę. Na całej wyspie widać powiewające
flagi, jedne długie wąskie, inne prostokątne. Jak się dowiedzieliśmy te
wąskie powiewają na podwórzu rdzennych Duńczyków, którzy są dumni ze swego
pochodzenia, te prostokątne są wywieszane z okazji np. świąt rodzinnych
(urodziny, przybycie gości), kościelnych czy też państwowych, wiszą one
tylko jeden dzień. Nie sposób opisać wszystkiego, o czym usłyszeliśmy, na
Bornholm po prostu trzeba pojechać. Widzieliśmy okrągłe kościoły ze
szpiczastymi dachami, które dawniej były ochronnymi twierdzami i miały dachy
płaskie ponieważ służyły do zbierania wody deszczowej w czasie oblężenia.
Widzieliśmy kilometry ścieżek rowerowych pobudowanych na dawnych nasypach
kolejowych. Na ich widok zrodził się w nas nowy pomysł - zorganizować w
przyszłości wycieczkę rowerową. Bo chociaż dla większości z nas obcy jest
język duński i niemiecki którymi tamtejsi mieszkańcy się posługują, to i bez
znajomości tych języków można przeżyć niezapomniane chwile, wzrokiem
odbierając piękno tego skrawka ziemi o którym mówi przytoczona na wstępie
legenda. Dziękujemy wszystkim, którzy pozwolili nam poznać kolorowy,
słoneczny skrawek ziemi. Zachęcamy naszych niesłyszących przyjaciół,
postarajcie się odwiedzić wyspę Bornholm, a przeżycia pozostaną w Was
niezapomniane, tym bardziej, że tam można wszystko zobaczyć, wszystkiego
dotknąć nawet nie słysząc.

Wrażeniami 40-osobowej grupy niestyszących podzieliła się
Irena Smolińska

9,10/2006
|