|
Rozmowę z Rameshem Meyyappanem,
głuchoniemym aktorem z Singapuru, z języka migowego
opracował Patryk Pietruszka.
„GŁUSI ARTYŚCI MUSZĄ
EKSPERYMENTOWAĆ,
ABY MÓC SIĘ UTRZYMAĆ"
- Proszę opowiedzieć naszym czytelnikom coś o sobie
i swojej rodzinie.
- Urodziłem się w południowych Indiach, w małej
miejscowości mieszczącej się 12 godzin drogi autobusem z Chennai - wcześniej
znanej jako Madras. Jestem najmłodszym z trójki dzieci - mam starszego brata
i siostrę. Moja siostra również jest niesłysząca, ogłuchła z powodu
choroby. Ja jestem głuchy od urodzenia. Mój ojciec pracował jako sprzedawca
w tekstyliach w Singapurze, podczas gdy moja mama, brat, siostra i ja mieszkaliśmy
w Indiach. Później ojciec zdecydował, że lepiej dla naszej edukacji będzie,
jeśli przeniesiemy się do Singapuru. Przeprowadziliśmy się tam wszyscy, za
wyjątkiem mojego brata, który nie mógł przenieść się do Singapuru ze
względu na skomplikowane prawo integracyjne.
- Edukacja ludzi niepełnosprawnych, a w szczególności
osób głuchych, jest bardzo trudna. Jak to było w Pana przypadku?
- Zacząłem chodzić do szkoły w wieku 6 lub 7 lat. Było
mi bardzo ciężko, ponieważ nie uczyłem się języka migowego. Musiałem
uczyć się ustnie w języku Tamil. Języka migowego i angielskiego zacząłem
uczyć się, gdy przeniesiono mnie do szkoły podstawowej, do której uczęszczali
tylko głusi uczniowie. Przez cztery lata uczęszczałem do szkoły średniej,
gdzie procent uczniów słyszących był większy niż niesłyszących. Później
przez rok studiowałem na Instytucie Technicznej Edukacji, gdzie było tylko
kilku głuchych studentów. Kiedy zaproponowano mi pracę, studia te przerwałem.
- Jak rozpoczęła się i przebiega kariera Ramesha
Meyyappana?
- W tym czasie gdy studiowałem, zacząłem pracować
jako aktor w Hi! Theatre -jedynym Singapurskim teatrze głuchych. Po kilku
latach pracy zostałem wicedyrektorem Hi! Theatre. W1996 roku praco wałem jako
aktor - nauczyciel w Dramaplus Arts, jednocześnie pracując z Hi! Theatre. W
1999 roku zostałem dyrektorem artystycznym Hi! Theatre. Po ośmiu latach pracy
w Singapurze, zdecydowałem się studiować za granicą, w Liverpool Instytut
for Preforming Arts (Instytut wystawiania sztuk w Liverpoolu). Byłem jedynym
nie-słyszącym na uniwersytecie. Od 2003 roku kiedy ukończyłem studia w
Liverpoolu, do dnia dzisiejszego pracuję sam, występując najczęściej w
Europie, USA i Singapurze.
- Jaki jest Pana styl pracy ?
- Staram się łączyć różne fizyczne i wizualne
style, aby móc badać możliwości wizualnej narracji. Moim celem jest nie
tylko komumnikowanie się z niesłyszącą publicznością, ale ogólnie ze
wszystkimi widzami chodzącymi do teatru. W rezultacie więc staram się nie używać
języka migowego. Doceniam oczywis'cie jego znaczenie, ale uważam, że używanie
go na scenie powoduje wyłączenie znacznej części publiczności. Moim głównym
problemem było to, że miałem grać dwie postacie i musiałem jasno pokazać,
kto jest kim. Stereotypy bywają w tym bardzo pomocne. Wprowadziłem także
kilka powtarzających się motywów charakterystycznych dla poszczególnych
postaci, które ułatwiają widzom dostrzeżenie mojej przemiany.
- Czy praca głuchoniemego aktora jest łatwa?
- Praca ta nie jest pracą łatwą, gdyż głusi artyści
muszą eksperymentować, aby móc się utrzymać. Ważna praca pantomimy
pokazuje, że wizualny teatr przemawia do wszystkich publiczności. Głusi
aktorzy muszą oczywiście włożyć wiele pracy, aby byli wyraziści i
zrozumiani. Jeśli nie dostają ról osób niesłyszących w zwykłych
produkcjach, to muszą przekonać reżyserów i producentów o swoim
potencjale. Opór w zatrudnianiu głuchych aktorów jest spowodowany strachem
przed nieznajomością ich języka. Dlatego niesłyszący aktorzy muszą
udowodnić, że ich umiejętności to nie tylko miganie na scenie. Mimo to
coraz więcej grup teatralnych współpracuje z głuchymi, bo grupy niesłyszących
aktorów korzystają przecież z umiejętności i doświadczenia słyszących
reżyserów, autorów scenariuszy i aktorów już od kilkudziesięciu
lat.
PiK
Dziennik Stargardzki
22.04.2005
|