|
Szczeciński mim terapeutą
Już trzeci rok pracuje z dziećmi upośledzonymi umysłowo. Uczę je religii. Mam trudne zadanie, gdyż opowiadam im o kochającej człowieka Osobie, której nie można zobaczyć, dotknąć, powąchać, nie można posłuchać czy nawet smakować. Opowiadam o Bogu.
Wśród moich uczniów są również dzieci autystyczne. Moje pierwsze wrażenia, kiedy zobaczyłam je po raz pierwszy, to przede wszystkim ich „nieobecność”, życie we własnym tajemniczym świecie, oddalonym ode mnie, mimo odległości między nami zaledwie kroku.
Nie wszystkie dzieci autystyczne mówią czy słyszą. Związane to jest z zaburzeniem funkcjonowania mózgu. Ponadto nie używają gestów ani mimiki. Dlatego w niektórych przypadkach do komunikacji służą piktogramy (obrazki przedstawiające różne czynności, rzeczy, osoby) oraz znaki daktylograficzne. Pamiętam, jak przed rokiem, siedząc z dziećmi przy stole, przy drugim śniadaniu, jeden z chłopców - Maciej - na pytanie opiekunki, co chce dostać do zjedzenia, odpowiedział używając alfabetu palcowego: jabłko. Zaciekawiona, poprosiłam go, by mnie tego nauczył. Powtarzał kilkakrotnie palcami litery, aż powtórzyłam poprawnie razem z nim. Bardzo się przy tym cieszył, nie mniej ode mnie. Czułam, że wkroczyłam na nieznaną mi wcześniej ścieżkę zupełnie nowego i innego kontaktu i komunikacji.
Postanowiłam zapisać się na kurs języka migowego, by w ten sposób spróbować dotrzeć do dzieci, nawiązać z nimi bliższy kontakt. Swe kroki skierowałam do PZG w Szczecinie, gdzie w październiku 2004 r. rozpoczęłam kurs. Poznałam tam bardzo sympatyczną i miłą osobę prowadzącą kurs - Joannę Hryniuk. Bardzo ciekawiło mnie, dlaczego podjęła tę pracę, jakie ma w niej doświadczenia i jaki jest świat osób
niesłyszących. Ja z kolei, dzieliłam się z nią swoim szkolnym doświadczeniem oraz pracą z dziećmi autystycznymi. Przed Świętami Bożego Narodzenia Joanna podpowiedziała mi pomysł
zorganizowania dla dzieci występu mima Piotra Nowaka, działającego w Teatrze-3 przy PZG w Szczecinie. Wcześniej występował w różnych szpitalach dla chorych dzieci, rozweselając im smutny czas pobytu poza domem. Pomysł mi się spodobał, więc postanowiłam go zrealizować.
Reakcja dzieci była zdumiewająca. Przyjęły pana Piotra z zaciekawieniem i zdziwieniem. Były zaskoczone taką formą występu. Żywo reagowały na jego gesty, śmieszne miny oraz zaproszenie do zabawy. Same chętnie uczestniczyły w
„kopaniu” nieistniejącego dołu, przeciąganiu liny, której tak naprawdę nie było czy jedzeniu
„niewidzialnych” owoców. Nauczyciele obserwujący zabawę z ciekawością zauważyli odmienne i pozytywne reakcje dzieci. Z pewnością będą mogli wykorzystać później to doświadczenie w swojej pracy z nimi. To spotkanie było prawdziwą terapią zajęciową, pełną różnorodnych elementów stymulujących zmysły i specyficzne potrzeby „dzieci głęboko niezrozumiałych”. Dzieci naśladowały ruchy, gesty, kroki. Ich wzrok podążał za celowym ruchem ręki pana Piotra (stymulacja wzroku), a huśtanie na dużej piłce było doskonałym ćwiczeniem, by poczuć własne ciało i mieć jego świadomość. Kontakt z nową osobą, jest również ważnym elementem w rozwoju, a panu Piotrowi bardzo szybko udało się go nawiązać. Umiejętnie wskazywał dzieciom co mają robić, a one bez
sprzeciwu naśladowały jego gesty i ruchy, wkraczając w tajemniczy, wymyślony świat pantomimy.
Zabawa to forma kojarząca się przede wszystkim z dziećmi. Spełnia często rolę edukacyjną. W przypadku dzieci autystycznych, zaburzenia zdolności do zabawy i wykorzystania wyobraźni to jedna z wyróżniających je cech. Nie umieją brać udziału w zabawach i większość z nich nie potrafi ani w samotności, ani z innymi dziećmi bawić się w gry, czy udawać najprostsze codzienne czynności. Najboleśniej przeżywają ten fakt ich rodzice.
W tym przypadku pan Piotr „porwał” dzieci do zabawy. Występ, który miał być okazją do śmiechu i radości, stał się jednocześnie formą terapii, tak potrzebną do dalszego ich rozwoju.
To było bardzo sympatyczne spotkanie i mam nadzieję, że nie ostatnie.
Bożena Pilecka nauczyciel
religii w Zespole Szkól
Specjalnych nr 10
w Szczecinie
1,2/2005
|